© PIBR – wszelkie prawa zastrzeżone
godz. 17:57, 6.10.2026 r.
To był panel, w którym od początku było czuć, że temat nie jest tylko jednym z punktów programu. W sali obecne było napięcie, ciekawość, doświadczenie ostatnich lat i potrzeba nazwania spraw, o których w środowisku mówi się od dawna: o roli nadzoru publicznego, odpowiedzialności za jakość audytu, przebiegu kontroli, komunikacji, zaufaniu i granicy między wymaganiem a wsparciem.

Panel „Odpowiedzialność nadzoru publicznego: jak PANA wzmacnia jakość audytu?” poprowadził Paweł Rochowicz, dziennikarz „Rzeczpospolitej”. W dyskusji udział wzięli: Dariusz Daniluk, Zastępca Prezesa Polskiej Agencji Nadzoru Audytowego; dr Monika Iwaniec, biegły rewident, doradca podatkowy, ekspertka w obszarze audytu, compliance i zarządzania; Piotr Kamiński, Wiceprzewodniczący Platformy Audytorzy JZP w Pracodawcach RP, Wiceprezes Zarządu ds. Finansowych Pracodawców RP oraz Renata Zielińska, Krajowy Rzecznik Praw Biegłych Rewidentów.
Już we wprowadzeniu prowadzący zaznaczył, że to rozmowa, na którą wielu uczestników konferencji czekało. Sam tytuł panelu miał w sobie napięcie, ponieważ zapraszał do odpowiedzi na pytanie obecne dziś w środowisku: jak działa nadzór publiczny, czego oczekuje od biegłych rewidentów i czego biegli rewidenci oczekują od nadzoru.
Różne doświadczenia jednego systemu
Rozmowa szybko pokazała, że o nadzorze publicznym nie da się mówić z jednej perspektywy. Dla instytucji nadzoru jest to narzędzie ochrony jakości audytu, bezpieczeństwa rynku i interesu użytkowników sprawozdań finansowych. Dla wielu biegłych rewidentów jest to także bardzo konkretne doświadczenie kontroli, protokołów, terminów, postępowań, poczucia niepewności i pytań o to, jak rozumiane są standardy.
W panelu spotkały się więc różne języki. Język instytucji, która patrzy na system, rynek i zadania publiczne. Język badań i analiz, pokazujących polski model nadzoru na tle innych krajów oraz różnice w rozumieniu standardów. Język rzecznika, do którego trafiają głosy biegłych rewidentów mierzących się nie tylko z zarzutami merytorycznymi, ale także z obciążeniem emocjonalnym całego procesu. I język praktyki rynkowej, który przypominał, że zawód biegłego rewidenta jest częścią większej opowieści o gospodarce, zaufaniu i ambicjach Polski jako rynku, który chce dojrzewać, a nie tylko odtwarzać cudze rozwiązania.
To zderzenie perspektyw nie było łatwe, ale właśnie dlatego miało sens. Panel nie polegał na spokojnym potwierdzaniu wspólnych tez. Był próbą rozmowy o tym, co w relacji między nadzorem a środowiskiem wymaga doprecyzowania, wyjaśnienia i być może zmiany języka.
Między jakością, odpowiedzialnością i doświadczeniem kontroli
Panel nie był prostą rozmową o tym, czy nadzór publiczny jest potrzebny. Nikt nie kwestionował znaczenia jakości audytu ani odpowiedzialności za bezpieczeństwo rynku. Pytanie dotyczyło raczej tego, jak nadzór powinien działać, aby rzeczywiście wzmacniał jakość, a jednocześnie nie tracił z pola widzenia człowieka, który tę jakość współtworzy.
W tym miejscu bardzo wyraźnie pojawił się ludzki wymiar zawodu biegłego rewidenta. Biegły rewident nie jest wyłącznie podpisem pod opinią, numerem w rejestrze ani uczestnikiem procedury kontrolnej. Jest osobą, która wykonuje zawód zaufania publicznego, bierze odpowiedzialność za swój osąd, za dokumentację, za decyzje podejmowane w warunkach ryzyka i za jakość pracy całego zespołu. Ta odpowiedzialność ma wymiar zawodowy, prawny i etyczny, ale ma także wymiar osobisty.
Dlatego w rozmowie tak wyraźnie wybrzmiały emocje. Nie jako argument przeciwko nadzorowi, ale jako sygnał, że sposób prowadzenia kontroli, język komunikacji, czas oczekiwania na rozstrzygnięcia i brak jasnej informacji zwrotnej wpływają na ludzi. Biegli rewidenci, podobnie jak inni uczestnicy ekosystemu rzetelnej informacji finansowej, potrzebują wymagań, standardów i konsekwencji, ale potrzebują również zrozumienia, przewidywalności i rozmowy, która pozwala zobaczyć sens poprawy, a nie tylko ciężar zarzutu.
W wypowiedziach dotyczących doświadczeń biegłych rewidentów powracał temat stresu, długości postępowań, poczucia niepewności i wpływu kontroli na życie zawodowe oraz osobiste. Zwracano uwagę, że od kontroli do ostatecznego rozstrzygnięcia potrafi minąć wiele czasu, a dla osób wykonujących zawód taki okres może być obciążający nie tylko formalnie, ale także psychicznie.
Właśnie dlatego powracało oczekiwanie, aby kontrola nie kończyła się wyłącznie oceną, lecz dawała informację zwrotną, która pozwala się uczyć. Nie chodzi o to, aby nadzór zastępował zawodowy osąd biegłego rewidenta albo instruował, jak wykonywać zawód. Chodzi o to, aby wskazanie nieprawidłowości było na tyle konkretne, by firma audytorska mogła zrozumieć problem, odnieść go do własnej praktyki i realnie poprawić jakość pracy.
W tym kontekście dobrze wybrzmiał obraz „marginesów”. Sama ocena nie zawsze wystarcza. Potrzebne są także wskazówki, które pozwalają zobaczyć, co zostało uznane za dobre, co wymaga poprawy i dlaczego. To prosta metafora, ale dobrze oddaje oczekiwanie środowiska: mniej ogólnego komunikatu, więcej konkretu, który może stać się narzędziem zmiany.
Komunikacja, która nie zamyka rozmowy
Jednym z powracających tematów była komunikacja. Nie tylko formalna, zapisana w protokołach, zastrzeżeniach, raportach i odpowiedziach, ale także komunikacja rozumiana jako zdolność do wyjaśnienia intencji, kontekstu i standardu oceny.
W głosach panelistów i uczestników sali pojawiała się potrzeba większej przejrzystości kryteriów, bardziej zrozumiałego języka oraz lepszego wyjaśniania, z czego wynikają określone oceny. W tle tej rozmowy była kwestia skali ocen, publikowanych statystyk, sposobu ich odczytywania przez rynek i tego, czy dane prezentowane przez nadzór rzeczywiście pomagają budować obraz jakości audytu, czy też mogą wzmacniać poczucie, że środowisko jest oceniane bez wystarczającego kontekstu.
W panelu pojawiły się również deklaracje dotyczące dalszej pracy nad transparentnością, komentarzem do skali ocen, informacją zwrotną po kontrolach i bardziej systemowym pokazywaniem tego, co z perspektywy nadzoru wymaga poprawy. Sama dyskusja nie rozwiązała wszystkich problemów, ale uruchomiła przestrzeń, w której można było je nazwać publicznie.
Głos samorządu i głos sali
Do rozmowy włączył się także Kamil Jesionowski, Prezes Krajowej Rady Biegłych Rewidentów. Jego głos uporządkował jeden z głównych postulatów samorządu: środowisko potrzebuje nie tylko informacji o tym, które standardy zostały naruszone, ale także szerszego kontekstu nieprawidłowości, aby mogło zrozumieć, co faktycznie wymaga poprawy w praktyce badań i w systemach jakości firm audytorskich.
Ten wątek dobrze połączył rozmowę o nadzorze z samorządową odpowiedzialnością za pieczę nad zawodem. Jeżeli samorząd ma wspierać jakość, szkolić, rekomendować dobre praktyki i reagować na problemy, potrzebuje wiedzy o tym, gdzie one realnie występują. Bez tej wiedzy trudno budować rozwiązania, które odpowiadają na faktyczne potrzeby środowiska.
Pytania z sali pokazały, że temat ma bardzo praktyczny wymiar. Uczestnicy mówili o czasie trwania kontroli i oczekiwania na raporty, o języku używanym w komunikacji z kontrolowanymi, o poczuciu braku jasnych kryteriów, o potrzebie standardu prowadzenia kontroli i o tym, że sposób rozmowy także wpływa na odbiór nadzoru. To nie były głosy obok panelu. One stały się jego częścią, bo pokazały, że dyskusja nie dotyczy abstrakcyjnego modelu, lecz codziennego doświadczenia firm audytorskich.
Czego potrzeba do partnerstwa?
Panel prowadził do pytania, które wykracza poza samą kontrolę: czego potrzebuje ekosystem, aby nadzór rzeczywiście wzmacniał jakość audytu, a biegli rewidenci mogli traktować informację zwrotną jako impuls do rozwoju, nie tylko jako zagrożenie?
Odpowiedź nie sprowadza się do jednego postulatu. Potrzebna jest przewidywalność procedur, jasność kryteriów, krótszy czas oczekiwania na rozstrzygnięcia, bardziej zrozumiały język, lepsze wyjaśnianie kontekstu ustaleń, gotowość do rozmowy o realnych doświadczeniach kontroli oraz odwaga środowiska, by formułować oczekiwania w sposób konkretny i uporządkowany.
Partnerstwo nie oznacza łagodzenia wymagań ani rezygnacji z odpowiedzialności nadzorczej. Oznacza raczej taką formę relacji, w której kontrola, standardy i procedury prowadzą do większej jakości, a nie do poczucia oddalenia między instytucją a środowiskiem. W takim partnerstwie potrzebne jest nie tylko mówienie, ale też słuchanie. I nie tylko słuchanie, ale usłyszenie tego, co druga strona próbuje powiedzieć.
Rozmowa, która nie zamknęła tematu
Panel 5 nie był rozmową łatwą i nie powinien być tak opisywany. Był rozmową, w której pojawiły się napięcia, różne doświadczenia, odmienne perspektywy i emocje obecne w środowisku. Pokazał perspektywę PANA, głos badań, doświadczenia rzecznika, głos samorządu, spojrzenie rynku i reakcje sali.
Nie chodziło o ocenę, kto miał rację. Chodziło o zobaczenie, że ekosystem rzetelnej informacji finansowej tworzą nie tylko instytucje, przepisy, standardy i procedury, ale także ludzie, którzy ponoszą odpowiedzialność, podejmują decyzje, mierzą się z ryzykiem i potrzebują zrozumienia swojej roli.
Biegły rewident, tak jak inni uczestnicy tego ekosystemu, potrzebuje jasnych wymagań, ale także jasnej informacji zwrotnej. Potrzebuje standardów, ale także przewidywalności ich stosowania. Potrzebuje nadzoru, ale takiego, który nie tylko ocenia, lecz także pomaga zobaczyć, co i jak można poprawić.
Ten panel zostawił uczestników z pytaniem nie tylko o to, jak PANA wzmacnia jakość audytu, ale także o to, jakiej relacji potrzebujemy, aby wzmacnianie jakości było wspólną pracą całego środowiska, a nie doświadczeniem dwóch stron stojących naprzeciw siebie.
Jakość audytu nie rodzi się wyłącznie z przepisów, kontroli i sankcji. Rodzi się także z jasności, zaufania, informacji zwrotnej, odpowiedzialności i kompetencji słuchania. Nie tylko słuchania wypowiedzi, ale usłyszenia tego, co za nimi stoi.
Jeżeli chcesz otrzymywać wiadomości o bieżącej działalności PIBR, przejdź do strony z zapisami.